|
poniedziałek, 13 lipca 2009
Uwaga czytelnicy!
Po długiej przerwie w działaniu, spowodowanej brakiem dostępu do internetu (to długa historia...), postanowiłem reaktywować bloga w nieco innym otoczeniu. Teraz możecie go odnaleźć tutaj: Jeżeli więc znacie kogokolwiek, kto zna kogoś, kto już wdział żałobę po mym blogu, nie zapomnijcie powiedzieć mu, aby przekazał żałobnikowi radosną nowinę. Z góry dziękuję i zapraszam. Au revoir Gazeto!
wtorek, 24 marca 2009
Szachy wśród gwiazd
Nie, nie będzie takiego programu w telewizji. Może kiedyś... kiedy telewizja zmądrzeje? Tymczasem nam, szachistom, pozostaje satysfakcja z ujrzenia ulubionej dyscypliny w przestrzeni kosmicznej. Od pół roku szachy nie są już wyłącznie ziemskim wynalazkiem. Na orbitę naszej planety zostały wyniesione dzięki determinacji tego pana: ![]() Gregory Chamitoff jest szachowym amatorem, ale gra całkiem nieźle. W kosmosie spędził już łącznie ponad pół roku i wie, że oprócz niespodziewanych awarii największym zagrożeniem dla kosmonauty jest nuda. Dlatego ruszając na Międzynarodową Stację Kosmiczną postanowił zabrać ze sobą szachownicę. Z pozoru prosty pomysł okazał się nie tak łatwy do zrealizowania. Ze względu na surowe przepisy NASA, Chamitoff musiał znależć komplet szachów o niewielkiej masie. Oprócz tego konieczne było zabezpieczenie bierek przed stanem nieważkości, w którym tradycyjny komplet po prostu rozsypałby się po całej stacji. Na dodatek Amerykanin nie mógł skorzystać z szachów magnetycznych - ich obecność mogłaby zakłócać pracę urządzeń pokładowych. Dla obniżenia masy swego zestawu Chamitoff do upatrzonej przez siebie deski dokupił inny, lżejszy od poprzedniego, zestaw plastikowych bierek. A stan nieważkości? Problem został rozwiązany przy pomocy pewnej technologii, którą trudno nazwać wynalazkiem przyszłości: ![]() Widział ktoś kiedyś szachownicę na rzepy? Nie? No właśnie. Astronauta musiał skonstruować ją własnorecznie, doklejając kwadratowe fragmenty rzepowej tkaniny do figur i szachownicy. Nawiasem mówiąc: rzepowy patent patent zwany Velcro, został wymyślony w 1941 roku! Jak widać czasem restrykcyjne przepisy NASA daja zielone światło dla pomysłów starszych niż sama agencja. Pierwszą, historyczną partię Chamitoff miał rozegrać ze swoim Centrum Kontroli Lotów. Jednak szybkość, z jaką porusza się Międzynarodowa Stacja Kosmiczna sprawia, że w zależności od pory dnia jest ona obserwowana przez różne centra - od Houston po Moskwę. Tak więc, mimo konsultacji, jakie były dopuszczalne wśród szachistów "na dole", poszczególne ruchy czarnych były wybierane przez różne grupki amatorów, które w tej akurat sprawie nie kontaktowały się ze sobą. Astronauta dostał w ten sposób spory handicap, o czym można się przekonać poniżej: Gregory Chamitoff - Centra Kontroli Lotów 2008 1. d4 d5 2. Sc3 c6 3. Gf4 Sf6 4. Sf3 Sbd7 5. e3 e6 6. Se5 Ha5 7. Gd3 S:e5 8. G:e5 Ga3 9. Hc1 Gb4 10. 0-0 W tej pozycji ofiara pionka nie może dać białym specjalnej rekompensaty, gdyż ciężko cokolwiek uzyskać na otwartej linii, a czarny hetman nie może zostać pojmany. Dlatego narzucające się 10...G:c3 11. bc3 H:c3 Byłoby najodpowiedniejsze. Zamiast tego czarne wybrały: 10...b6? 11. a4 Ga6 ![]() 12. Sb5! Grozi zarówno 13. Sc7+ jak i 13. c3 Ge7 14. b4. Najrozsądniej byłoby teraz pogodzić się z tą pierwszą grożbą i wybrać 12...Gd2!?, by jakoś wydostać hetmana z klatki. Stało się jednak inaczej i czarne poniosły wkrótce ciężkie straty: 12...0-0 13. G:f6 gf6 14. c3 cb5 15. Wd1 Wac8 16. ab5 G:c3 17. W:a5 G:a5 18. Hb1 Gb7 19. b4 f5 20. ba5 ba5 21. Wc1 a4 22. W:c8 G:c8 23. Hb4 Gd7 24. H:a4 Wc8 25. H:a7 Wc1+ 26. Gf1 Gc8 27. b6 Kg7 28. b7 G:b7 29. H:b7 Kf6 30. f3 h6 1-0 Swoją drogą to dziwne, że Rosjanie, którzy swego czasu wyprzedzili Amerykanów w wyścigu do gwiazd, nie wpadli wcześniej na podobny pomysł. W końcu nawet na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej stale przebywa co najmniej jeden z nich.
środa, 18 marca 2009
Dzieciaki z klasą. Mistrzowską!
Ostatnie dni to prawdziwy pogrom dokonywany na wśród najlepszych szachistek globu. Ma on miesce w Stambule, podczas turnieju FIDE Grand Prix. Polec zdążyła już była mistrzyni świata, Bułgarka Antoaneta Stefanowa, najlepsza zawodniczka na zachód od Bugu, czyli Pia Cramling i trzy ich niemniej uzdolnione kolezanki. Ofiar będzie pewnie więcej, bo seryjna zwyciężczyni a zarazem liderka turnieju nie zamierza zwalniać tempa. Na razie ma 6,5 punkta na 7 możliwych i wynik rankingowy na poziomie 2905 punktów. Oto i ona: ![]() Yifan Hou ma 15 (piętnaście!) lat. Od dziewięciu gra w szachy. Przed sześcioma zdobyła mistrzostwo świata juniorek do lat 10. Za sześć może być już mistrzynią świata i ogrywać na luzie sławną Judit Polgar. Przy obecnych wynikach tej małej Chinki wszystko wydaje się możliwe. Zdążyła już pobić rekord Panstwa Środka, zdobywając mistrzostwo kraju w wieku trzynastu lat. W wieku lat czternastu została wicemistrzynią świata. W wieku piętnastu... No właśnie. Nie wydaje się, żeby któraś z rywalek mogła ją dogonić. Pora chyba na więcej pojedynków z mężczyznami. Wśród kobiet Hou jest niezwykle rzadkim przypadkiem ocierającego się o geniusz, samorodnego talentu. Nawet siostry Polgar awans do światowej czołówki zawdzięczały bardziej katorżniczej pracy niż naturalnym predyspozycjom. Ale wśród mężczyzn bywało inaczej. Oto mały przegląd dzieciaków z klasą (arcy)mistrzowką: ![]() Bobby Fischer miał 14 lat, gdy przystępował do gry w mistrzostwach USA. Był już znany jako wielki talent, głównie dzięki błyskotliwej partii z Donaldem Byrne'm, w której fantastycznie poświęcił hetmana. W 1957 roku, na placu boju w Nowym Jorku pojawili się min. Samuel Reshevsky, James Sherwin, William Lombardy i Arnold Denker. Z trzynastu partii Fischer wygrał osiem i, nie ponosząc ani jednej porażki, zakończył turniej z całym punktem przewagi nad najgroźniejszymi rywalami. Rok później świeżo upieczony champion został pierwszym w historii niepełnoletnim arcymistrzem. Zdarzało mu się wtedy trenować po kilkanaście godzin bez przerwy... ![]() O dziecięcych wyczynach Nigela Shorta już kiedyś wspominałem. Oprócz ogrywania prymitywnych wówczas komputerów notował on wiele innych, niesamowitych rezultatów. W 1976 roku zakwalifikował się do finału mistrzostw Wielkiej Brytanii, sprawiając sobie tym samym miły prezent tuż przed dwunastymi urodzinami. Dwa lata później na Shorta nie było już mocnych w Anglii, a gdy jako piętnastolatek udał się na superturniej do Dortmundu, pozwolił się wyprzedzić jedynie Garriemu Kasparowowi. Aż dziwne, że tytuł arcymistrza otrzymał dopiero w wieku 19 lat, ale wtedy nie rozdawano ich tak ochoczo jak dzisiaj. ![]() Lat 10 - trzecie miejsce w Mistrzostwach Świata U-12. Lat 12 - Mistrzostwo Europy U-18 (sic!). Lat 13 - Mistrzostwo Świata U-18. Tak pokrótce wygląda lista osiągnięć Rusłana Ponomariowa z czasów podstawówki. W czasach gimnazjalnych zdarzyło mu już się wygrać turniej strefowy w Doniecku, a jako licealista był już Mistrzem Świata FIDE AD 2002. Jeszcze tego roku opinię o nim zrewidował Kasparow, zwracając młodemu Ukraińcowi honor i życząc dalszych sukcesów. Szkoda tylko, że Rusłan ostatnio jakby zatrzymał się w szachowym rozwoju. Co ciekawe, to właśnie on był pierwszą ofiarą telefonicznej "nagłej śmierci", którą opisywałem jakiś czas temu.
Choć poznał szachy dopiero w wieku 8 lat, Magnus Carlsen stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych szachistów ostatnich lat. Miał 14 lat, gdy wygrywał grupę C słynnego już turnieju Corus Wijk Aan Zee. Jeszcze w tym samym roku pokonał w Reykjawiku Anatolija Karpowa, a w Dubaju zdobył swoją trzecią normę arcymistrzowską. Rok później odwiedził syberyjski Chanty-Mansyjsk, gdzie uzyskał awans do meczów pretendenckich jako najmłodszy gracz w historii. Przez cały ten czas jego ranking szybował w górę i nic dziwnego, że kiedy przed rokiem powrócił do Wijk Aan Zee, znowu zwyciężył - ale tym razem w grupie A! ![]() A oto i kolejny kandydat na mistrza świata. Ilja Niżnik nie znał jeszcze tabliczki mnożenia, gdy przed dwoma laty wygrywał grupę B w turnieju Moscow Open. Miał 10 lat! Do dnia dzisiejszego udało mu się już zostać mistrzem Ukrainy U-16, wicemistrzem świata U-12 i zwycięzcą prestiżowego Memoriału Nabokova w Kijowie, a na dodatek wygrał jeszcze Mistrzostwa Europy U-16. W swojej kategorii wiekowej jest najwyżej notowany na lświatowych listach. Pozostaje tylko czekać, aż otrzyma tytuł lepszy niż "Mistrz FIDE", bo dwie normy IM i jedną GM już ma...
piątek, 13 marca 2009
Stanley Kubrick, czyli postscriptum
Niespełna miesiąc temu semideus zasugerował w komentarzu pewien arcyciekawy film, który osobiście wyszperał na YouTube. Tą animację miałem okazję zobaczyć już wcześniej i przyznam, że mogę ją oglądać w kółko absolutnie się nie nudząc. Wystarczy spojrzeć: Trudno uwierzyć, że ten podstępny atak w Partii Hiszpańskiej został rozegrany niemal 100 lat temu. Jednak to prawda. Animacja w elegancki sposób ilustruje to, co zdarzyło się w partii Roesch - Schlage, granej w Hamburgu Anno Domini 1910. Czarne przykładnie ukarały chciwość białego hetmana, ruchem 12...Hd3 zablokowały przeciwnikowi wszelkie szanse na rozwinięcie skrzydła hetmańskiego i efektownie przeprowadziły rozstrzygającą kombinację: No dobrze. Ale co z tym wszystkim ma wspólnego Stanley Kubrick? Swój pierwszy film Kubrick zrealizował w wieku 22 lat. Wcześniej niemal cały jego czas pochłaniały dwie pasje: fotografia oraz szachy. Przez bite dziesięć lat młody Stanley namiętnie grywał w nowojorskim Central Parku, zwykle zakładając się ze swymi rywalami o nieduże kwoty. Musiał jednak miec spory talent, skoro przez kilka lat swojej dorosłości utrzymywał się z szachów oraz marnej pensji fotografa-stażysty w piśmie Look. ![]() Stanley Kubrick - czyżby pochylał się nad szachownicą? W roku 1953 mający ledwie trzy, raczej słabo kojarzone filmy na swoim koncie, Kubrick podjął odważną decyzję o przeprowadzce do Holywood. Granie w Central Parku skończyło się na zawsze, reżyser pozostał jednak wierny swojej dawnej pasji. W Zabójstwie (1956), klasyku kina noir znalazło się więc miejsce dla przestepcy-recydywisty, który w wolnych chwilach zasiada do szachów z przypadkowo poznanym mężczyzną, by zaproponować mu udział w napadzie i rychły podział, dwumilionowego łupu. Na tym nie koniec. Dwanaście lat i kilka udanych (min. Lolita i Dr Strangelove) filmów później, Kubrick jest już gotów do stworzenia swojego opus magnum. Odyseja Kosmiczna 2001 (1968), będąca ekranizacją skądinąd świetnej powieści Arthura C. Clarke'a okazuje się sukcesem komerycjnym i artystycznym. Cztery nominacje do Oscarów oraz jedna Nagroda Akademii za efekty wizualne mówią wszystko o klasie filmu. Niewątpliwie najmocniejszym punktem Odysei jest pojedynek między astronautą Davidem Bowmanem, a superkomputerem HAL 9000. W trakcie lotu z Ziemii na Jowisza Bowman i jego kompan Frank Poole muszą zmierzyć się z maszyną, która jawnie zaczyna sabotować misję badawczą. Ale zanim do tego dochodzi, Poole rozgrywa z HALem towarzyską partię szachów. Jest to dokładna kopia hamburskiej rozgrywki z 1910 roku. I to jeszcze nie wszystko. W końcowej fazie partii z Poole'm superkomputer wyjawia swój zamiar nieuchronnego zamatowania Franka w notacji opisowej. Robi to jednak niepoprawnie! Co więcej, mimo że jego pozycja jest wygrana, HAL nie zauważa dwóch desperackich możliwości obrony u swego przeciwnika i kategorycznie zapowiada mata w trzech posunięciach. Powszechnie uważa się, że Kubrick zasugerował w ten sposób przyszłą awarię komputera, która w końcu doprowadziła do tragicznych konsekwencji: A po takim czymś, jak wiadomo, nie ma przebacz. Pewnie wszyscy to już widzieli, więc mały spoiler nie powinien zaszkodzić. Mistrzowska atmosfera grozy, stworzona prostymi środkami. Coś podobnego udało się chyba tylko w pierwszej części Obcego, ale to już całkiem inna, nieszachowa historia...
środa, 11 marca 2009
Szachy maratońskie
W gąszczu codziennych newsów niemal uszła mojej uwadze wiadomość o pobiciu rekordu świata w seansie gry jednoczesnej, popularnie zwanym symultaną. Dokonał tego Bułgar Kirył Georgiew, zawieszając sobie poprzeczkę na oszałamiającym poziomie 360 szachownic! Rozpoczynając wszystkie partie musiał przejść ponad pół kilometra, powtarzając ów dystans do momentu, w którym zaczęli się wykruszać pierwsi przeciwnicy. Na jego szczęście doszło do tego dość szybko i cały maraton zakończył się już po 14 godzinach i 14 minutach. Wynik? 284 wygrane Georgiewa, 70 remisów i ledwie 10 zwycięstw jego rywali. Można nazwać to solidną normą jak na arcymistrza, którym Bułgar jest już od ćwierć wieku. ![]() Symultany szachowe to jeszcze jedna okazja, aby pokazać różnice, dzielące szachowych geniuszy od zwykłych amatorów. Nadludzka wręcz pamięć, żelazna kondycja i lata praktyki zawodowców zwykle przeważają nad ambicją i wolą walki ich anonimowych rywali. Najlepsi symultaniści nie kłopoczą się nawet, gdy w ferworze walki na którejś szachownicy zostaną przewrócone figury; mogą wówczas bez problemu odtworzyć pozycję, analizowali ją bowiem w międzyczasie, wędrując do innych stolików, gdzie sytuacje były prostsze. Zwykłym zjadaczom chleba nie pomaga nawet kolosalna przewaga w ilości czasu do namysłu: silniejszy i bewzględny rywal punktuje każdą pomyłkę. No dobrze, powiedzmy że czasem bywa inaczej: Podsumowania takich wydarzeń bywają nieprawdopodobne: 1922 - Jose Raul Capablanca na 103 szachownicach wygrywa 102 razy, notując jeden jedyny remis; 1941 - "nasz" arcymistrz Mieczysław Najdorf, znany w Argentynie jako Miguel ogrywa 202 z 222 przeciwników, notując ledwie osiem porażek; 1977 - Czech Vlastimil Hort na 200 deskach gra przez bite 24 godziny, łącznie kończąc 550 partii (rywale się wymieniali) z wynikiem +477, +63, -10; 1996 - Szwed Ulf Andersson na 310 szachownicach zwycięża 268 rywali, ponosząc ledwie dwie porażki... Ciągle trwa spór o szalony wręcz rekord Gideona Stahlberga, który w latach 30. rozegrał ponoć symultanę z czterystoma (!) oponentami. Rzeczoznawcy uważają jednak, że spora część tych partii była grana jedna po drugiej, i nie można ich nazwać "grą jednoczesną". Wygrać z mistrzem jest trudno, ale niekiedy jednak to się udaje. Jednym z tych, którym oprócz umiejętności dopisało także szczęście jest poseł Prawa i Sprawiedliwości, Tadeusz Cymański. W 2003 roku jako jedyny z 29 śmiałków pokonał w warszawskim Marriotcie legendarnego Anatolija Karpowa. Były mistrz świata w dość prostej pozycji oddał wieżę za gońca, później pomylił się w końcówce i skapitulował przed nieuniknionym matem. Nie odbierając honoru zwycięzcy muszę stwierdzić, że oddanie wieży za gońca było absolutnie niewymuszone, o czym można się przekonać tutaj. Z tego co wiem, poseł Cymanski może w Sejmie znaleźć na co dzień niezłych sparingpartenerów. Z bardziej znanych polityków grają także Marek Borowski (SLD) i Waldemar Pawlak (PSL). Lista jednak na tym się nie kończy, czego dowodzi jedna z sejmowych stron. Może w takim razie czas na symultanę z samymi politykami? Na koniec jeszcze jeden naprawdę trudny pojedynek. Tym razem na zawodników czekały jeszcze poważniejsze wyzwania niż zwykle. Nie tylko szachowe...
sobota, 07 marca 2009
Remisowa śmierć szachów?
"Uważam, że prawie na pewno ta gra jest teoretycznie remisowa." - rzekł o szachach nieodżałowany Bobby Fischer, po czym... rozgromił wszystkich rywali, by odejść na emeryturę jako niepokonany mistrz. To zabawne, że przez wiele lat Amerykanin dowodził fałszywości swojego stwierdzenia. A może raczej tego, że "teoretycznie" nie znaczy "praktycznie"? Tak, praktyka robi różnicę. Przy szachownicach siedzą ludzie, a jak tenże Fischer stwierdził przy innej okazji: "To jest wojna. Celem jest zniszczenie umysłu przeciwnika." I tu już miał rację w stu procentach; można mnożyć przykłady partii, przegranych za sprawą zniechęcenia, zaskoczenia przebiegiem wydarzeń, roztargnienia... Ale czy Bobby miał rację także w pierwszym wypadku? Czy szachy "umrą na remis"? Jakieś 80. lat temu ogłoszono, że tak właśnie się stanie. Ponieważ zwolennikiem onej teorii był sam maestro Jose Raul Capablanca, niewielu śmiało kwestionować zdanie Kubańczyka. Zaproponował on zwiększenie magicznej liczby 64 pól i wciągnięcie do zmagań nowych bierek o zupełnie innych właściwościach. Te idee zostały zrealizowane: pojawiły się szachy heksagonalne, cylindryczne, kołowe... Jednak w kwestii zasadniczej Capablanca trafił kulą w płot. Stare jak węgiel "zwykłe" szachy nadal istnieją i mają się dobrze. ![]() Jose Raul Capablanca - "szachy będą skończone" Na początku było słowo trzeciego mistrza świata. Potem stworzono komputery. Szachy zdawały się znajdować na prostej drodze do ostatecznego rozgryzienia. (rzekłbym: "ostatecznego rozwiązania", ale to się źle kojarzy). Zwolennicy ścisłych odpowiedzi świętowali epokowe wydarzenie: rozpracowane zostały warcaby. Przed ośmiu laty dokonał tego komputerowy geek, a zarazem profesor uniwersytetu Alberty - Jonathan Schaeffer. Jego dzieło zwane Chinook jest już (podobno) nie do pokonania. Napracował się facet niesłychanie, ale efekt silnie działa na wyobraźnię. N-I-E D-O P-O-K-O-N-A-N-I-A. Niesamowite, prawda? Prawda? Nieprawda! Otóż w Chinooku jest tyle sztucznej inteligencji, co w betonowej ścianie. Ten program nie myśli, bo nie musi: on po prostu posiada wbudowany katalog wszystkich możliwych pozycji, jakie mogą powstać podczas warcabowej potyczki. Fakt, jest ich 40 miliardów, a spakowane zajmują 237 gigabajtów, ale nie tędy droga. Liczbę możliwych pozycji w szachach szacuje się na co najmniej oktylion (dziesiątka z 47 zerami) i do ich zgromadzenia w jednej bazie danych potrzebne byłyby miliardy petabajtów wolnej pamięci - zakładając, że całemu pokoleniu naukowców chciałoby się tą bazę budować... ![]() Szachy kołowe - pora się przyzwyczajać? Skoro liczyć jest niełatwo, spróbujmy oceniać "na oko". Intuicja podpowiada, że skoro pozycja wyjściowa szachów wygląda na wyrównaną, a gracze wykonują naprzemiennie równą liczbę posunięć (po jednym, rzecz jasna) to powinien to być remis. Ale w turniejach białe wygrywają częściej niż czarne, więc problem pozostaje niewyjaśniony. Kwestia statystyki? Psychologii? A może rzeczywiście przewaga pierwszego ruchu ma jakieś znaczenie? Cóż. Zostawiam to głowom tęższym niż moja i proponuję spojrzeć na pewien remis, który przeszedł do szachowego panteonu. Gdyby też wszystkie podziały punktu były tak interesujące, to z chęcią bym się zgodził na remisową śmierć szachów! Hamppe - Meitner Wiedeń, 1872 1. e4 e5 2. Sc3 Gc5 3. Sa4!? ![]() 3...G:f2!! 4. K:f2 Hh4+ 5. Ke3 Hf4+ 6. Kd3 d5 7. Kc3 H:e4 8. Kb3 Sa6 9. a3 Najciekawsze jest to, że w zasadzie wszystkie posunięcia białych są wymuszone, a i czarne muszą uważnie dobierać swoje odpowiedzi, by podtrzymać atak, za który oddały gońca: ![]() H:a4! 10. K:a4 Sc5+ 11. Kb4 a5+ 12. K:c5 Se7 13. Gb5+ Kd8 14. Gc6 b6+ 15. Kb5 S:c6 16. K:c6 Gb7!! 17. Kb5 Ga6+ 18. Kc6 Gb7+ remis! Goniec jest nietykalny: 19. K:b7?? Kd7 20. Hg4+ Kd6 i mat po 21...Whb8 kończy grę!
niedziela, 01 marca 2009
Nagła śmierć
XXI wiek to jednak prawdziwe przekleństwo dla szachów. Technologia, ech techonlogia... Skoro już było co nieco o kłopotach z elektronicznymi wynalazkami, pora na kolejny tragikomiczny przypadek. Tym razem mały incydent z ostatnich Mistrzostw Europy: Short - Arakhamia-Grant Liverpool 2008 ![]() W tej pozycji białe, mimo gorszej struktury pionków, grożą inwazją wież na siódmą linię, którą nie tak łatwo powstrzymać. A jednak... Czarne wygrały: 0-1. No dobrze. Pytanie: dlaczego? Białe wyczerpały czas do namysłu? NIE. Partia była kupiona? NIE. Szarmancki Anglik podarwał punkt czarującej przeciwniczce? NIE. Shortowi dokądś się spieszyło? NIE! Przyczyną tym razem była złośliwość rzeczy martwych: ![]() Ot co. Sponsor jednego z wcześniejszych turniejów w 2008 roku dał Shortowi w prezencie nowiutki telefon Nokii. Angielski arcymistrz rzadko z niego korzystał, chciał jednak popisać się tym cackiem i przyniósł je na salę gry. Pomny twardych przepisów, przed rozpoczęciem pojedynku przezornie wyłączył aparat, kładąc go obok szachownicy. Ale licho nie śpi. Akurat w tym modelu dzwonek oznajmia nie tylko odbiór przychodzącego połączenia, ale też moment rozładowania się baterii. Co gorsza, ten drugi fakt jest sygnalizowany także po całkowitym wyłączeniu telefonu. To właśnie zdarzyło się Nigelowi. Porównałem wygląd feralnego aparatu Shorta z modelami, dostępnymi u fińskiego producenta. Winowajcą okazała się Nokia 6600 Slide (zdjęcie powyżej). Gadżet całkiem sympatyczny, ale też dość drogi. W Polsce taki sprzęt kosztuje od 700 do 1300 złotych. W Wielkiej Brytanii był wart jakieś 200 funtów. Ale dzięki niemu Shortowi do zwycięstwa w turnieju zabrakło pół punktu i zamiast 6000 funtów za 1. miejsce zgarnął 3000 za drugie. ![]() Nigel Short - mina nietęga, nie można się dziwić... Przepisy mówią jasno: "It is strictly forbidden to bring mobile phones or other electronic means of communication, not authorised by the arbiter, into the playing venue. If a player's mobile phone rings in the playing venue during play, that player shall lose the game. The score of the opponent shall be determined by the arbiter." (FIDE E.I.01A "Laws of Chess", Article 12.2 b) Czyli nie tylko nie wolno odbierać, ale nawet przynosić telefonów na salę gry, chyba że sędzia zaakceptuje obecność takiego urządzenia. Co w praktyce się nie zdarza, bo żaden gracz o to sędziego nie prosi. Są jednak równi i równiejsi. Kiedy w 2004 roku, w Linares, podczas rundy zadzwoniła komórka, nikt nie zareagował i wszystkie partie toczyły się dalej. Abonentem czasowo niedostępnym był wówczas Garri Kasparow...
czwartek, 26 lutego 2009
Afery, programy, mikrofony...
Rzecz dzieje się w Moskwie. Na pierwszej szachownicy silnie obsadzonego turnieju grają: utalentowany i znany Azer z równie utalentowanym, choć mało znanym Rosjaninem. Ten pierwszy koniecznie chce wygrać białymi, decyduje się więc na zaskoczenie przeciwnika nietypowym ruchem w debiucie. Ten drugi, postawiony w trudnym położeniu, musi znaleźć wcale nieoczywisty ruch, który jednak natychmiast zapewnia mu solidną przewagę. Odchodzi więc od szachownicy, znika gdzieś na parę minut, po czym wraca i od razu wykonuje właściwe posunięcie. Na takie dictum Azer szybko poddaje partię, następnie pisze oficjalny protest i podejmuje decyzję o wycofaniu się z turnieju. Ta historia pochodzi sprzed kilku dni, z turnieju Aeroflot Open 2009. Azerem jest Shakhriyar Mamiediarow, podejrzanym Rosjaninem - Igor Kurnosow. Co o tym myśleć? Z jednej strony, podczas dużych, wyczerpujących openów nikt nie zabrania graczom opuszczania sali gry. Nawet w meczu o mistrzostwo świata Kramnik - Topałow, rywale mogli swobodnie krążyć między własnymi pokojami a miejscem przy stoliku. Co zresztą doprowadziło w końcu do otwartego konfliktu, znanego jako afera toaletowa.
![]() Igor Kurnosow Kurnosow nie jest frajerem. To mało znany zawodnik, który jednak potrafi grac bardzo dobrze. Nadal utrzymuje się w czubie tabeli wspomnianego turnieju, choć jego konkurentami są silni arcymistrzowie, między innymi Etienne Bacrot, Aleksander Mojsejenko i Wadim Zwiagincew. Niewykluczone, że po prostu wykonywał właściwe ruchy. To jest jednak tylko jedna strona medalu. ![]() Shakhriyar Mamiediarow
Mamiediarow twierdzi (a fakty przyznają mu rację), że ostatnie 8 posunięć Kurnosowa to te same ruchy, które za najlepsze uznał program szachowy Rybka, będący obecnie najmocniejszym krzemowym graczem na świecie. Twierdzi również (to akurat wymaga jeszcze sprawdzenia), że Rosjanin przed wykonaniem każdego z tych ruchów udawał się w nieznanym kierunku, zabierając ze sobą kurtkę. Były w niej tylko zapalniczka i papierosy. Czy ma sens spalenie ośmiu papierosów w trakcie ważnej partii, podczas gdy twój zegar tyka? Czy Kurnosow jest na tyle zdolny, żeby analizować skomplikowaną pozycję bez patrzenia na szachownicę? Bo jeśli nie, to tracił mnóstwo czasu podczas wycieczek poza salę gry i to w krytycznej fazie partii... Technika poszła do przodu. Wystarczy odpowiedni program, fale radiowe oraz niewielka słuchawka w uchu, by w partii dokonywać cudów. Nic dziwnego, że Kramnik grał mecz z Topałowem w szklanej klatce, zakłócającej każdy rodzaj promieniowania elektromagnetycznego. Podobne rozwiązanie zastosowano podczas turnieju w Bilbao, a FIDE, w niedawnej ankiecie skierowanej do arcymistrzów pytało o ich opinię na temat dodatkowych kontroli, mających zapobiegać elektronicznemu dopingowi. A kurtkę Kurnosowa sprawdzono dopiero po partii, w jej trakcie nikt z sędziowskiego grona nie zwrócił na nią uwagi.
![]() szachiści w klatce - Bilbao Mamediarow mógł widzieć to, czego ja nie widziałem: przeciwnika, który mimo prowadzenia trudnej rozgrywki jest zrelaksowany, uśmiechnięty i gra w tempie błyskawicznym, znajdując za każdym ruchem trafne odpowiedzi. Sędziowie nie zareagowali na protesty, jakie Azer zgłaszał w trakcie gry, więc mógł być on lekko wytrącony z równowagi. Nie sądze jednak, by Shakh zareagował impulsywnie. Zrezygnował bądź co bądź z dalszej gry w turnieju, w którym nie stracił jeszcze szans na końcowy sukces. Akurat jego trudno posądzić o szachowe pieniactwo: coś podobnego zdarzyło się mu po raz pierwszy. A Kurnosow po tym incydencie zaczął grać coraz gorzej i stracił pozycję lidera turnieju. Rozkojarzenie, czy strach przed dalszymi oszustwami?
niedziela, 22 lutego 2009
Wspomnienia szachowego Matuzalema
![]() Ten człowiek nie tworzył historii szachów: on nią jest. Andre Lilienthal, węgierski emigrant, który bardzo przysłużył się radzieckim szachom jest dziś najstarszym arcymistrzem na świecie. W maju będzie świętował dziewięćdziesiąte ósme urodziny i choć od trzydziestu lat nie gra w dużych turniejach, nie porzucił królewskiej gry całkowicie. Żwawy staruszek pisuje artykuły do czasopism szachowych, chętnie też dzieli się wspomnieniami z czasów, w których był groźnym przeciwnikiem nawet dla mistrzów świata. W XX wieku miał okazję zagrać z nimi wszystkimi: od Laskera do Kasparowa! I to nie jako chłopiec do bicia, pokonał bowiem Laskera, Capablankę, Euwego, Botwinnika i Smysłowa, przy czym tego ostatniego nawet kilka razy. Po wczytaniu się w jego wspomnienia można tylko westchnąć. Gdzie się podziali ci arcymistrzowie - dżentelmeni, którzy zaludniali szachowy światek przed laty? Lilienthal jako ubogi, zupełnie anonimowy szesnastolatek uzyskał pomoc sławnego Alechina, który ufundował młodzieńcowi wpisowe do silnego turnieju gry błyskawicznej. Gdy uczeń spełnił nadzieje mistrza i wygrał ów turniej, rozradowany Alechin odmówił przyjęcia zwrotu pożyczki. "Oddasz mi pieniądze, gdy zostaniesz arcymistrzem!" rzekł wówczas maestro i tak też się stało. Węgier doskonale pamięta też Capablankę. Maniery trzeciego mistrza świata zawsze były nienaganne, co udowadnia poniższa partia, słusznie okrzyknięta najwspanialszym pojedynkiem turnieju w Hastings: Lilienthal - Capablanca Hastings, 1935 1. d4 Sf6 2. c4 e6 3. Sc3 Gb4 4. a3 G:c3+ 5. bc3 b6 6. f3 d5 7. Gg5 h6 8. Gh4 Ga6 9. e4 G:c4 10. G:c4 dc4 11. Ha4+ Hd7 12. H:c4 Hc6 13. Hd3 Sbd7 14. Se2 Wd8 15. 0-0 a5 16. Hc2 Hc4 17. f4 Wc8 18. f5 e5 19. de5 H:e4 ![]() Capa niechętnie szedł na skomplikowane pozycje; jeśli we własnym ustawieniu widział coś podejrzanego, zawsze wolał wymienić hetmany, wierząc w swoje niezrównane umiejętności gry w końcowkach. W tym właśnie celu zbił przed momentem pionka, nie licząc się jednak z błyskotliwą odpowiedzią przeciwnika: 20. ef6!! H:c2 21. fg7 Wg8 22. Sd4 He4 23. Wae1 Sc5 24. W:e4+ S:e4 25. We1 W:g7 26. W:e4+ Kd7 i mistrz świata z uśmiechem podał rękę przeciwnikowi, gratulując mu uzyskanego w ładnym stylu zwycięstwa. 1-0 O tym, że Capablanca nie chował do swego pogromcy urazy świadczy zdarzenie, jakie miało miejsce podczas ostatniej rundy tego turnieju. Kubańczyk grał wówczas z Botwinnikiem, a od rezultatu tego pojedynku zależała końcowa lokata Lilienthala. Gdyby Capa wygrał, Węgier znalazłby się na czwartym miejscu, w wypadku innego rezultatu osunąłby się na miejsce szóste. Botwinnik w gorszej dla siebie pozycji zaproponował eksmistrzowi świata remis. Ten odparł: "Zgodzę się tylko wtedy, gdy uzyskam akceptację Lilienthala." Dopiero po otrzymaniu odeń zapewnienia, że wynik tej partii jest w zasadzie bez znaczenia, podpisał zawieszenie broni. Czy dziś można sobie coś takiego w ogóle wyobrazić?
czwartek, 19 lutego 2009
10 Filmów Szachuje
Cóż... Akurat tej dyscypliny kamera nie kocha. Szachy od czasu do czasu dodają nieco sznytu światowym superprodukcjom, ale trudno powiedzieć by wokół nich koncentrowała się akcja. Hollywood jest na to zbyt konserwatywne i trochę za głupie. Od czasu do czasu można tylko przyjrzeć się jakiemuś ciekawemu epizodowi, w którym widoczne są pionki i figury. Czasem nawet są one sensownie ustawione! Poniżej znajdziecie listę 10 wybranych produkcji, których autorzy oddali honor bogini Caissie: 10.Zdrajca (Traitor) Znany z drugoplanowych rólek Don Cheadle gra tu pierwsze skrzypce, jako podwójny, czy nawet potrójny agent, uwikłany w rozgrywkę między FBI a islamskimi terrorystami. Poniższa partia rozgrywana jest w jemeńskim więzieniu, z którego główny bohater ma uciec wraz z arabskimi fanatykami. Grany przez Cheadle'a Samir Horn bije białego skoczka królem: 9.Kruk: Zbawienie (The Crow: Salvation) Jestem rozczarowany. Skazany na śmierć Alex Corvis w czwartej minucie klipu ma już przegraną pozycję: po przestudiowaniu stopklatki upewniłem się, że białe dysponują figurą przewagi. Prawnik Peter Walsh gra ruch skoczkiem z c3 na d5, po czym partia zostaje przerwana. Cóż, nie można zbyt wiele wymagać od człowieka z celi śmierci... 8. Harry Potter i Kamień Filozoficzny (Harry Potter And The Sorcerer's Stone) Zasadniczo nie jestem fanem Harry'ego Pottera, ale dla tej efektownej sceny można zrobić wyjątek. Malec Ron Weasley najwyraźniej lubi obronę skandynawską, bo na 1. e4 odpowiedział 1...d5. Wczesne wymiany to doskonały pretekst do pokazania ostrej wojennej jatki. Szkoda tylko, że ani Harry ani Hermiona nie dosiadają swoich figur: gońca i wieży. 7. Pukać Do Każdych Drzwi (Knock On Any Door) Niezapomniany Humphrey Bogart zgodzi się na wiele, by tylko móc dokonczyć partię z piękną Susan Perry... W tym wypadku postanawia bronić oskarżonego o morderstwo z premedytacją Nicka Morano. Co ciekawe Bogart był na co dzień entuzjastą królewskiej gry: zachowało się wiele zapisów jego partii min. ze znanym symultanistą Koltanowskim. 6. Flashback (Flashback) Grany przez Dennisa Hoppera Huey Walker to nie tylko będący na bakier z prawem hipis, ale też szachowy ignorant. W tej scenie najpierw ustawia na planszy szaloną wręcz pozycję, potem zaś nie zbija białego hetmana skoczkiem z c3, tylko stawia gońca na g4. Czyżby żal mu się zrobiło wyraźnie skonsternowanego gliny - Kiefera Sutherlanda? 5. Królestwo Niebieskie (Kingdom of Heaven) Szachy to rozrywka królów, nawet tych zżeranych przez trąd. Rycerz Balian ma okazję otrzymać cenne lekcje życia i polityki od chorego, nieszczęsnego Baldwina IV. Wszystko to podczas kilku towarzyskich partyjek, rozgrywanych miedzy Orlando Bloomem a Edwardem Nortonem. Jeśli o mnie chodzi, to nie postawiłbym na Blooma złamanego grosza. 4. Stay (Stay) Tym razem grają: doktor Sam Foster (Ewan MGregor) i jego kolega po fachu Leon Patterson (Bob Hoskins). Niestety, mimo że sytuacja na planszy jest do zaakceptowania, Sam zapowiada ruch wieżą na e3, wyraźnie przesuwając tą bierkę z h1 po pierwszej linii. Ta partia również nigdy nie zostanie dokończona, choć czarne mają ponoć dużą przewagę...
3. Bad Company (Bad Company) Jake Hayes (Chris Rock) lubi odważne debiuty! W partii granej prawdopodobnie w nowojorskim Central Parku stosuje Gambit Froma przeciw Debiutowi Birda (1. f4 e5!?). Jednak brawurowa analiza pozycji, jaką po chwili przedstawia białemu przeciwnikowi to absolutny tombak. Morał: nie wierzcie cwaniaczkom grającym w parku o 20 baksów! 2. Pozdrowienia z Moskwy (From Russia With Love) Partia fikcyjnych graczy: Kronstein - McAdams, to w istocie kopia słynnego starcia Spassky - Bronstein z 1960 roku, tyle że bez białych pionków na c5 i d4. Białe poświęciły wieżę w zamian za potworną słabość czarnego króla. Ale ruch ...Kh7 jest dla mnie zagadką - dlaczego nie pójść królem do rogu? Ja nie znalazłem jeszcze odpowiedzi, czy pozycja po 22...Kh8 to wygrana białych, skoro hetman f4 ciągle zasłania wieży f1 dostęp do obozu czarnych. Cała partia jest piękna i doskonale przemyślana, ale czy czarne muszą się już poddać? Ja nie mam pojęcia. A wy? 1. Siódma Pieczęć (The Seventh Seal) Bergman wielkim reżyserem był. W poetyckim opisie apokalipsy znalazło się też całkiem eksponowane miejsce dla szachów. Tym razem stawka jest napradwdę nieziemska: Rycerz gra ze Śmiercią o swoje życie... albo przynajmniej jego przedłużenie. Wygląda jednak na to, że zbrojny śmiałek jeszcze przed przybyciem niemiłego gościa planował aanlizowanie jakiejś ciekawej pozycji. Śmierć, rzecz jasna, trafia w losowaniu na czarny kolor bierek, ale mimo wszystko trudno wróżyć rycerzowi sukcesy - wszak jego przeciwnik dysponuje monstrualnym wręcz doświadczeniem... |
|